KLUB MIŁOŚNIKÓW GÓR - ZOŚKA
2023-11-11_Hymn.mp4
2023-11-11_Wiersz.mp4
2023-11-11_PiesnPatriotyczna.mp4
wielkość liter:
A
A
A
Święto Niepodległości na Borówkowej
Chociaż to nie sobota, 11 listopada to wyjątkowy dzień, idealny na wyjątkową górską wyprawę, na którą wybraliśmy się wraz z Klubem Miłośników Gór „Zośka”. To nasze 109 spotkanie na górskim szlaku. Każdy z biało-czerwonym kotylionem na piersi dumnie przemierzał Góry Złote, aby przed południem dotrzeć na Borówkową (900m npm.). A dlaczego przed południem – wkrótce się dowiecie. Punktem startowym naszej przygody była przełęcz Lądecka.
Niestety po polskiej złotej jesieni, którą mieliśmy na poprzedniej wyprawie w Zawory pozostało już tylko wspomnienie. Ogołocone z liści drzewa czekają z utęsknieniem na ciepły powiew wiosny, ale radosne promyki słońca niekiedy wymykają się między chmurami i sprawiają, że nasza wędrówka staje się o wiele przyjemniejsza. Poza tym dobre humory nas nie opuszczają. Wszakże jest to bardzo ważny dzień dla Polski i Polaków – Święto odzyskania Niepodległości. Punktualnie o godz. 12.00 na szczycie Borówkowej zabrzmiał Hymn Polski w wykonaniu najzdolniejszych, czyli Klubu Miłośników Gór. Program artystyczny obejmował pieśni patriotyczne oraz wiersze wyrecytowane przez Mariannę i Miecię. Był to niejako hołd dla żołnierzy, którzy oddali życie za naszą ojczyznę. Pomimo chłodu i mglistej aury na szczycie była iście gorąca i podniosła atmosfera. Duże grono turystów obecnych na Borówkowej dołączyło do wspólnego świętowania. Nasz występ zrobił na nich niesamowite wrażenie. Powiem skromnie – inaczej być nie mogło.
Zadowoleni dobrze wykonanym zadaniem, odrobinę niepocieszeni brakiem borówek na Borówkowej (nalewka z borówek była wyśmienita, te pozostałe również) schodzimy drogą rowerową do miejscowości Travna. A tam w Restauracji Celnice czeka na nas jej właściciel Martin wraz z całą gromadą zwierząt, zaczynając od malutkich po te sporych rozmiarów. To już chyba nasza mała tradycja, że obchody Święta Niepodległości kończymy pyszną gęsiną i lampką wina u Martina.
Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w wyprawie, a w szczególności Pawłowi, za przeprowadzenie nas przez Góry Złote do smacznego celu a Mariannie, Mieci i Staszkowi za przygotowanie i poprowadzenie uroczystości. Bez Was wszystkich ten dzień nie byłby tak wyjątkowy.
Do zobaczenia na szlaku. ST.
Jesienne Zawory w Górach Stołowych
Jesień zadomowiła się w Polsce już na dobre. Lasy i parki mienią się ferią barw w promieniach jesiennego słońca. A jak to wygląda w górach? Aby to sprawdzić Klub Miłośników Gór wyruszył w sobotni poranek na swoją 108 wyprawę w Góry Stołowe a dokładnie w pasmo Zawory.
Wyruszamy z miejscowości Łączna łagodnymi szlakami, które wiją się wśród łąk i lasów. Już z daleka widać, że i tutaj zawitała jesień. Mijamy szpalery przyozdobionych na żółto i pomarańczowo drzew, które wyróżniają się na tle zieleni trawa i błękitu nieba. Pod nogami górali słychać cichy szelest opadłych liści. Nasza dzisiejsza górska wycieczka bardziej przypomina spacer po parku. Delikatne wzniesienia sprawiają, iż nie odczuwamy zmęczenia wędrówką, jedyną uciążliwością jest drobny deszczyk, który zakłóca tę sielankę. I tak oto niepostrzeżenie docieramy do najwyższego szczytu Zaworów - Róg (715m npm.). Góry Stołowe charakteryzują się płaskimi szczytami. Więc gdyby nie tabliczka na szczycie Rogu i czujne oko naszych przewodników, minęlibyśmy go niepostrzeżenie.
Wracając do punktu wyjścia czyli do Łącznej zatrzymujemy się na chwilę w punkcie widokowym, z którego ….. wiatr chce nas po prostu zdmuchnąć. Podmuchy są tak silne, że nie pozwalają nawet na zrobienie szybkiego zdjęcia a co dopiero na podziwianie widoków. A połączenie wiatru z coraz mocniej padającym deszczem …. Zdjęcia obejrzę w domu przy gorącej herbatce. Ale powiem wam jedno: przy tak szalonej pogodzie mieliśmy nawet namiastkę lata i piękną tęczę nad jesiennymi górami. Pogoda przestaje być dzisiaj dla nas łaskawa, z każdym krokiem pada coraz intensywniej. Czy przeczekać ten deszcz czy zejść jak najszybciej z gór? Czy deszcze się uspokoi czy będzie jeszcze mocniejszy? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Jednogłośnie decydujemy o powrocie.
Tę przyjemną a w porywach relaksacyjną wyprawę zakończyliśmy „U Svejka” w czeskim Mezimesti, ale gdyby ktoś miał niedosyt po tak miło spędzonym dniu posłuchajcie relacji Reni ze zdobycia Babiej Góry. Wierzcie mi, włosy się jeżą na głowie. I zamarzycie sobie, żeby każda kolejna wyprawa była lekka, łatwa i przyjemna. No może z dreszczykiem emocji, ale tylko z małym. A tymczasem nadeszła pora na dogodzeniu podniebieniu rozgrzewającą zupą dyniową i pysznym deserem lodowym ze śliwkami. Palce lizać.
Do zobaczenia na szlaku, Sylwia Tomczak
Ps.
Wycieczkę opracował i przeprowadził Paweł Migacz, któremu pomagał Jan Biernacki.- dziękuję. Podziękowania dla Ani Tomczak i Beni Modlińskiej za pomoc w zorganizowaniu wycieczki. Osobne podziękowanie dla Sylwii Tomczak , Twoje teksty pozwalają nam na nowo przeżyć ten deszczowy, ale bardzo przyjazny dzień. Dziękuję wszystkim obecnym na Naszej wyprawie i zapraszam na kolejne.
Włodek Jankiewicz
Dlouhe Strane czyli góry i woda
Jeszcze niedawno członkowie Klubu Miłośników Gór wędrowali tatrzańskimi szlakami podziwiając strzeliste, majestatyczne szczyty przeglądające się w krystalicznie czystych wodach tatrzańskich stawów. Ta wyprawa jest już niestety wspomnieniem. Dzisiaj czas na kolejną, 107 górską przygodę, tym razem w Jesenikach. To pasmo jest nam bardzo dobrze znane głównie za sprawą najwyższego szczytu, którym jest Pradziad, ale również Petrove Kameny czy Serak i Wysoki Wodospad. Jedziemy do małej, czeskiej miejscowości – Kouty nad Desnou i nieopodal wyciągu na szczyt Medvedi Hory wchodzimy na szlak. Po drodze gubi się „aktywniejsza” część naszej grupy. Aby dostać się na górę, będą korzystali z wynalazków technologicznych. Jest też jeden śmiałek gotów dotrzeć tam na rowerze, ale jakim :)
Pierwszy, dosyć stromy odcinek trasy prowadzi przez las a kolejny biegnie brzegiem nartostrady. W prześwitach między drzewami wyłaniają się wierzchołki Vozki, Keprnika oraz Cervenej Hory. Tutaj pieszy szlak przeplata się z drogami do tzw. downhillu czyli odmiany kolarstwa górskiego polegającego na szybkim zjeździe rowerem stromymi, trudnymi technicznie trasami. Zaraz ktoś powie, że to tylko dla śmiałków. Wśród tych śmiałków można było wypatrzeć kilkuletnich brzdąców, którzy świetnie sobie radzili w tak trudnych warunkach.
W schronisku przy górnej stacji wyciągu spotykamy naszych uciekinierów, którzy dezerterują po raz kolejny i następny etap również postanowili pokonać przy użyciu technologii. Tym razem busem. A my idziemy i idziemy przez górskie łąki, które pani jesień przebrała już w złote barwy. Z daleka szukamy szczytu Pradziada z charakterystycznym schroniskiem. Ten jest dzisiaj trochę wstydliwy i chowa się za obłokami. Trudno, może zobaczymy się innym razem. Docieramy na szczyt Dlouhe Strane (1353m npm.), który jest jednym wielkim zbiornikiem wodnym elektrowni wodnej. Widoki z korony zbiornika, chociaż nie są porównywalne z tatrzańskimi, również robią wrażenie. Chociaż dzisiaj chmury trochę te widoki przesłoniły, ale w słoneczny dzień ……. są naprawdę rozległe: Pradziad, Wysoka Hole, Petrovy Kameny, Ztracene Kameny, Sumperk, Góry Rychlebskie, Masyw Śnieżnika, Keprnik, Vozka, Cervena Hora. Przy zbiorniku czekają na nas uśmiechnięci, wypoczęci i chyba trochę zmarznięci członkowie drugiej grupy. Gdyby trochę pomaszerowali z nami, na pewno rozgrzaliby wychłodzone mięśnie. Oni mają jednak inne plany. Nie uwierzycie: do Kouty nad Desnou powracają busem i wyciągiem. My wracamy na dół po swoich własnych śladach, czasami tylko zbaczamy w las - dusza grzybiarza wzywa. Wiem już, co będzie na niedzielny obiad, czuję już zapach grzybowego sosu. Po drodze zahaczamy o szczyt Medvedi Hory, gdzie znajduje się punkt widokowy Rysie skały – spokojne miejsce na odpoczynek i zarazem piękne dla oka widoki. Przy stromym zejściu na miarę Tatr miękną nam trochę kolana, ale w nagrodzę czekają na nas pyszne dania kuchni czeskiej jak gulasz, smażony ser i nie tylko. A na zakończenie tak wspaniałego dnia może nawet pyszne ciastko :)
Pomimo tego, iż czasami wędrujemy razem, ale osobno, czas spędzony w takim towarzystwie nigdy nie jest stracony. Nam zawsze dopisuje świetny humor i nigdy nie mamy dosyć wspólnych wędrówek po górskich szlakach. Do zobaczenia na szlaku, Sylwia
17497
Copyright © JKsoft 2018 - 2024
U:
H:
Zaloguj