KLUB MIŁOŚNIKÓW GÓR - ZOŚKA

Pierwszy dzień wiosny na Włodarzu

"Raz śnieg pada, a raz deszczyk.

Na jeziorze lód już trzeszczy.

Błękit nieba lśni w kałuży,

bałwan w słońcu oczy mruży.

Koniec zimy. Przerwa! Dzwonek!

To nie dzwonek, to skowronek!"

"W marcu" Irena Suchorzewska

Dźwięk dzwonka a może skowronka budzi nas wczesnym rankiem w ponurą marcową sobotę. Nie zważamy jednak na to, ponieważ dzisiaj jest 21 marzec - pierwszy dzień wiosny. Pakujemy nasze plecaki i z uśmiechem na ustach wyruszamy na naszą 114 przygodę wraz z Klubem Miłośników Gór "Zośka" w poszukiwaniu wiosny w Górach Sowich.

Zanim jednak rozpoczniemy poszukiwania pierwszych oznak wiosny najwyższy czas pożegnać zimę: mroźną, śnieżną i wietrzną. I tym sposobem trzy cudnej urody Marzanny popłynęły z bystrymi nurtami Walimki hen daleko zabierając ze sobą ostatnie zimowe akcenty. Miecia wraz ze swoją artystyczną grupą za sprawą tajemniczych zaklęć odczarowała wiosnę. Już widać pierwsze zmiany: mgły powolutku się podnoszą a słońce nieśmiało wychodzi zza chmur i otacza nas przyjemnym ciepłem. Chociaż od czasu do czasu mroźne podmuchy wiatru dają nam się jeszcze we znaki.

Wyruszamy na szklak pod przewodnictwem "naszych przewodników: Janka i Włodka K." w kierunku Włodarza trasą o zróżnicowanym ukształtowaniu, gdzie strome odcinki przeplatają się z łagodnymi wzniesieniami. Mijamy Przełęcz pod Moszną (742m. npm.) i krok po kroku zbliżamy się do szczytu Włodarza (811m. npm.), na szczycie którego znajduje się formacja skalna idealna na odpoczynek i pamiątkowe zdjęcie jak i obejrzenie panoramy zachodniej części gór zwłaszcza teraz, gdy na drzewach nie ma jeszcze liści. Z Włodarza schodzimy przez Przełęcz Marcową do Sztolni Włodarz znajdujących się u podnóża góry.

Włodarz to nie tylko góra zaliczana do Diademu Polskich Gór, to również wielka tajemnica kryjąca się w jej wnętrzu. Właśnie pod Włodarzem znajduje się jedna z kilku części Kompleksu Riese (Olbrzym) - największego projektu górniczo-budowlanego nazistowskich Niemiec na terenie Gór Sowich. Budowę rozpoczętego w 1943r., jednak nie została ona ukończona. W skład tego ogromnego projektu wchodzą kompleksy: Sokolec, Rzeczka, Jugowice Górne, Włodarz, Soboń, Osówka oraz podziemia Zamku Książ, który miał być jedną z kwater Adolfa Hitlera. Podziemia Kompleksu Reise miały służyć między innymi do produkcji uzbrojenia oraz jako kwatery wojskowe. O tym wszystkim oraz o wielu innych ciekawostkach a także o etapach budowy podziemnego miasta opowiedział nam nasz przewodnik podczas zwiedzania Sztolni "Włodarz". Z uwagi na to, iż część korytarzy została zalana, fragment trasy pokonujemy łódkami a nisko podwieszany sufit sprawia, że niekiedy można było uszkodzić a nawet stracić głowę. Kompleks Reise kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic. Czy uda się kiedyś je wszystkie odkryć? Tego nie wiem. Ale jedno jest pewne: już niedługo zapraszamy na kolejną wiosenną wyprawę Klubu w miejsce równie piękne i ciekawe jak wszystkie poprzednie. Dzięki, Janku i Włodku K. za poprowadzenie tej wyprawy oraz pozostałym współorganizatorom i wszystkim uczestnikom. Do zobaczenia na szlaku, ST.

P.S. Podczas dzisiejszej wycieczki nie ucierpiało żadne zwierzę ani uczestnik wyprawy.
Co wydarzyło się między Waligórą i Spiczakiem

Do dzisiaj pamiętamy ostatnią, mroźną i śnieżną wyprawę w Karkonosze, podczas której przemierzaliśmy górskie trasy w konnych zaprzęgach. A dzisiaj, niespełna miesiąc później, chociaż panuje jeszcze kalendarzowa zima Klub Miłośników Gór "Zośka" szykuje się do iście słonecznej i wiosennej 113 wyprawy w Góry Suche, którą poprowadzą nasi klubowicze: Iza i Darek. . Góry Suche to jedne z najbardziej niezwykłych gór w Polsce. Mają wulkaniczną przeszłość i powstały w wyniku wyrzutu lawy i popiołów. Efektem tego zjawiska powstały strome górskie zbocza a Góry Suche nieoficjalnie nazwano "Sudeckimi Tatrami".

Naszą wędrówkę rozpoczynamy od małej rozgrzewki wejściem na Javorovy vrch (777m npm.). Po tym podejściu nikt już nie pamięta o zimowych kurtkach, czapkach czy rękawiczkach, a to dopiero początek. Kolejne podejście jest trochę bardziej wymagające i znacznie dłuższe, ale wszyscy łącznie z małymi milusińskimi świetnie dali sobie radę i dotarli na szczyt Ruprechtickego Špičaka (880m npm.). Wieża widokowa na szczycie zachęca do jej odwiedzenia. I muszę przyznać, że dzisiejsze widoki z wieży były imponujące: z jednej strony wieży rewelacyjny widok na Góry Orlickie, Bystrzyckie i Rychlebskie a z drugiej strony widok na spowite w porannej mgle Rudawy Janowickie i Karkonosze. Mogłabym chłonąć te widoki godzinami. Niestety tyle czasu nie mamy, ponieważ czeka na nas kolejny szczyt Gór Suchych - Waligóra. Aby tam dojść czeka nas strome zejście ze Špičaka, okazuje się, że nie jest ono tak przyjemne jak równie stroma wspinaczka na szczyt. Warunki z pięknych wiosennych zamieniają się w późno zimowe: na szlaku zalegają resztki śniegu oraz duże ilości lodu. Przy mocnym nachyleniu szlaku, stały się dużym wyzwaniem, zwłaszcza bez raków. Ku przestrodze rada dla wszystkich: przy tak trudnych wejściach i zejściach nie ufajcie niczemu wystającemu z ziemi jak kamienie czy pnie drzew. Jeden z nas zaufał, przewrócił pień drzewa, ale tak z przytupem. Tym hałasem obudził z zimowego snu niedźwiedzia. A jak wiemy niewyspany miś to zdenerwowany miś. Niestety ta historia zakończyła się źle dla ...... Brak słów, aby to opisać, zdjęcia mówią same za siebie (zobaczycie w galerii na kmg-zoska.pl).

W drodze na Waligórę robimy sobie małą przerwę przy ruinach owczarni. Zabudowania te powstały na początku XX wieku i stanowiły pomieszczenia gospodarcze pałacyku myśliwskiego rodu Hochbergów położonego nieco niżej. Ruiny owczarni są doskonałym punktem widokowym, skąd roztaczają się piękne widoki na Góry Sowie i Góry Suche. Cała trasa na Waligórę i do Schroniska Andrzejówka to przeplatanka wiosny i zimy czyli suchych szlaków i ich lodowych odpowiedników. Kto w między czasie zdjął raki, bardzo tego żałował. Sama Waligóra (dawniej Heidelberg) (934m npm.) jest zalesionym szczytem, z którego nie ma ciekawych widoków. Jest on jednak najwyższym szczytem Gór Suchych należącym do Korony Gór Polski jak i Korony Sudetów. Po pełnym atrakcji marszu, podczas którego słońce dodawało nam energii, schodzimy do Schroniska Andrzejówka, gdzie na wszystkie Panie z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet czekała piękna niespodzianka. Nie, nie, nie, dzisiaj goździków i rajstop nie było. Były za to piękne wieczne róże, smaczne wino, serdeczne życzenia od wszystkich Panów i te pięknie recytowane przez Staszka.

Wszystkim Panom w imieniu damskiego grona KMG Zośka gorąco dziękuję a z okazji nadchodzącego Dnia Mężczyzny życzę Wam a w szczególności tym poszkodowanym podczas ostatniej wyprawy: tylu udanych wypraw, ile kamieni na górskich szlakach, zawsze dobrej pogody, pełnego termosu i nóg, które nigdy nie mówią „dość”. Do zobaczenia na szlaku, ST.
Bajeczna wyprawa w Karkonosze

Chociaż jest koniec stycznia a zima w pełni, śniegu mamy jak na lekarstwo, czy to we Wrocławiu, Ząbkowicach Śląskich czy w Świdnicy. Dlatego wraz z Klubem Miłośników Gór wybieramy się na 112 wyprawę w Karkonosze. Czy tam będziemy mieli okazję nacieszyć się śniegiem? Już niedługo się o tym przekonamy. Wszyscy jednak są dobrej myśli, gdyż realizacja naszego planu wycieczkowego w dużej mierze zależy od śniegu a dokładnie od jego obecności, ponieważ jedziemy na .............

Ta popularna niegdyś w Polsce zabawa na śniegu sięga XVI-XVII wieku i była popularną rozrywką wśród szlachty i magnaterii w okresie karnawału. Zazwyczaj trwała kilka dni i uwieczniona została w kadrach filmu "Potop", gdzie Oleńka wraz z Kmicicem mkną na saniach przez zimowy las. Chyba już powoli zaczynacie domyślać się o czym mówię. Jedna z popularnych piosenek Skaldów również o tym opowiada: "ciągną, ciągną sanie, góralskie koniki. Hej, jadą w saniach panny, przy nich janosiki". Tak, tak, jedziemy na kulig. Ta zimowa atrakcja chodziła nam po głowie już od dłuższego czasu. Obecnie podejmujemy już drugą próbę w realizacji naszego pomysłu. W ubiegłym roku tuż przed wyjazdem w Góry Orlickie pogoda zrobiła nam psikusa i cały śnieg zniknął w mgnieniu oka. Tymczasem Karkonosze witają nas zimową aurą.

Zanim jednak wyruszymy na kulig idziemy zobaczyć jak prezentuje się Wodospad Szklarki w zimowej odsłonie. Szlak prowadzący do niego zasypany białym puchem, drzewa przystrojone w białe kożuchy, rzeka Kamienna spływająca między lodowymi głazami, wszystko to sprawia jakbyśmy przenieśli się innej krainy. A sam wodospad wygląda imponująco, chociaż lepszym określeniem byłoby lodospad ozdobiony falbanami z sopli lodu i śniegowym puchem, pod którym cichutko spływają kaskady wody.

Pora na długo wyczekiwany kulig. Już czekają na nas zaprzęgi konne z saniami. Wszystkie "panny" i "janosiki" zajmują miejsca w saniach. Otuleni ciepłymi "baranicami" mkniemy przez piękną, bajkową krainę. Jakbyśmy przenieśli się do Narnii. Wszędzie gdzie okiem sięgnąć otacza nas biel: droga, stoki, drzewa. W takich okolicznościach przyrody nie zwracamy uwagi na zimno i mróz, który szczypie w nosy i uszy. Wkoło roztacza się niesamowita cisza, słychać tylko nasz śmiech i dzwonki sań. Do pełni szczęści braku tylko blasku ostatnich promieni zachodzącego słońca i pochodni. Ale nie wszystko na raz. Zostawmy coś na następny kulig. Kulig zazwyczaj kończy się zabawą połączoną z pieczeniem kiełbasek przy ognisku. A skoro tradycję należy pielęgnować, przy ognisku biesiadujemy także i my. Grzejemy się przyjemnym ciepłem bijącym z ogniska, w czym pomaga nam przepyszne, słynne już grzane wino Marianny i Staszka i nie tylko, a pieczone na ognisku kiełbaski smakują wyśmienicie. Wystarczy spojrzeć na wszystkich uśmiechniętych biesiadników. Jeszcze niedawno w Polsce zimy wyglądały zupełnie inaczej, od pomorza aż po góry, od wschodu do zachodu, wszędzie zimą panowały zimowe warunki a co za tym idzie śniegu było w bród. Każdy zjeżdżał gdzie się dało i na czym się dało. Obecnie dzieci te mały i te duże nie mają aż tylu okazji do białego szaleństwa. Dlatego przy okazji kuligu wielu z nas bawi się jak dzieci, zjeżdżając z górki na jabłuszkach, bez nich, na plecach, brzuchu, bokiem, jak się tylko da. Nieważne jak, ważne, że jeszcze długo będą wspominać ten wyjazd. I to jest w tym najpiękniejsze. Podsumowując nasz wyjazd w Karkonosze uważam, że był świetną zabawą dla wszystkich i obfitował w dużą porcję wrażeń estetycznych, ponieważ nie każdy wyjazd w góry jest równoznaczny z dużą ilością kilometrów w nogach. Tym się nie przejmujcie. Wszystkie te kilometry nadrobimy podczas następnych wycieczek w: Góry Suche (Andrzejówka) oraz Sowie (Walim).

Do zobaczenia na szlaku, ST. PS.

Muszę się jeszcze pochwalić, iż wśród naszych najmłodszych górołazów mamy małego geniusza matematycznego a w zasadzie małą geniuszkę. Marysia (wnuczka Grzesia i Łucji) zajęła pierwsze miejsce w krajowym konkursie matematycznym a teraz wraz z nami chce zdobywać górskie szczyty. Powodzenia Marysiu, trzymamy kciuki. "Góry łączą, Zośka prowadzi".


20874 Copyright © JKsoft 2018 - 2024 U:   H:   Zaloguj